sobota, 18 lutego 2017

Serialowa sobota z kotkiem i "samolubnym imbryczkiem":)

Witajcie Kochani, Cały czas macham szydełkiem, ale w między czasie oglądam sobie pewien serial i muszę Wam po prostu o nim opowiedzieć!
 "The Kinck" (2014-?) liczy sobie obecnie dwa sezony i mam nadzieję, że będzie więcej. Akcja rozgrywa się na początku XX wieku w Nowym Jorku. Bohaterami są głównie pracownicy szpitala. Możemy podglądać ich pracę i życie w erze elektryfikacji. Zaglądamy do ówczesnej rzeczywistości, gdzie medycyna dopiero się rozwija, a nierówności społeczne są normą. Jestem absolutnie zachwycona, bo każdy odcinek przynosi coś nowego i ciekawego. "The Knick" to emocjonująca podróż w czasie. Polecam Wam i daję temu serialowi osiem na dziesięć różowych słoni.


Chcę Wam także  zaprezentować mój walentynkowy prezent o wdzięcznej nazwie "selfish teapot" ("samolubny imbryczek").

Zestaw składa się z talerzyka, dzbanuszka i filiżanki. Mogę śmiało powiedzieć, że całość nie tylko uroczo wygląda, ale również rewolucjonizuje picie herbaty.

Imbryk można ustawić na filiżance, przez co herbata w niej zostaje ciepła dłużej.
Szczególnie przydaje mi się to, kiedy parzę dwie porcje, bo zaparzoną już porcję mogę popijać sobie na raty z filiżanki, a dolewka parzy się w międzyczasie w gorącym czajniczku.



Całość świetnie pomyślana i żałuję,że wcześniej nie miałam czegoś takiego.


A może znacie już takie imbryczki?







Na koniec mam dla Was coś bardzo słodkiego:)

Śpiąca Bastet to prawdziwy aniołek, prawda? W poprzednim poście pisałam Wam o tym, że lubi pacać łapką i wydaje mi się, że już wiem, o co chodzi. Paca, bo jest w zabawowym nastroju i nie jest to raczej sposób na odpędzenie natrętnej ręki. Zwróciłam uwagę na jej oczy i są one wtedy rezolutne. Źrenice lekko rozszerzone, ale nadal pełen luz. Kiedy podstawi się rękę bliżej niej po takim pacnięciu, to będzie ją tarmosić i niestety to trochę boli:D

Ach i wiecie co? Mój mały aniołek odkrył jak można wyrwać mnie z łóżka i zapędzić do kuchni na porcję pasztetu. Wskakuje na łóżko i grucha tuż przy mojej twarzy. Co powiecie na taki budzik?:)

Życzę Wam miłego weekendu i ślę moc buziaczków!

PEACE


EDIT: Całkiem zapomniałam, że w lalkowym kalendarzu dziś Dzień Męskich Lalek:)

W Laleczkowie mieszka panów w sumie niewielu, ale udało mi się przyłapać Kev'a na wylegiwaniu się na mojej wciąż niedokończonej firance:)

wtorek, 14 lutego 2017

Koteczek na wtoreczek = Co słychać u Bastet?

Witajcie Kochani, Dziś wtorek, a ja tonę w robótkowaniu, bo wzięłam się za firankę. Przybywa jej bardzo powoli, mimo że to firanka tylko na wąskie okno.

Myślę, że jestem już prawie w połowie i powiem Wam, że nie mogę się już doczekać finiszu:)


Bastet dzielnie dba, abym się nie zanudziła z szydełkiem w dłoni. Nie tylko układa się obok mnie, ale również zaczyna dokazywać.

Wczoraj przyłapałam ją na zabawie bardzo ciekawą piłeczką...


...moja wina, bo awokado leżało na stole, a kicia zaczyna tam wskakiwać...czyli chyba czuje się już coraz bardziej jak u siebie w domu:)

Jedynie od Lubego nadal ucieka i nic nie zapowiada zmian. Gdziekolwiek jestem ja, tam też Bastet przychodzi, a za Lubym chodzi jedynie do kuchni i okazjonalnie do toalety:D Daje się mu głaskać przelotnie i zauważyłam, że często robi przy tym pewną rzecz. Otóż, ciapie Lubego łapkami i myślę, że nie jest to wezwanie do zabawy ( bo ona się z nim nie bawi). Najgorsze jest to, że używa przy tym pazurków. Mnie też kilka razy ciapnęła podczas głaskania, ale bez pazurków na szczęście. Nie jestem w stanie na razie określić, czy w moim przypadku jest to również prośba, aby jej nie dotykać, czy też może coś innego? Tak czy owak, od razu cofam rękę i przestaję miziać:) Scenariusze są wtedy dwa: Bastet nie ucieka i nadal sobie obok mnie leży, lub też biegnie do zabawek. Zdarzyło jej się mnie pacnąć, nie przerywając mruczenia i dlatego także jestem skonfundowana.
Raz z kolei zwinęła łapkę w piąstkę i złapała mnie za palec. Nie szarpałam się i spokojnie obserwowałam jej poczynania. Pazurki pojawiły się tylko, aby uskutecznić piąstkę i do jednej łapki dołączyła druga. Tym uściskiem mała spryciula przyciągnęła sobie moją dłoń do pyszczka i delikatnie ugryzła o.O Nie czekałam na więcej i powolutku uwolniłam dłoń i wróciłam do robienia firanki:D Panna Miau tak nie robiła. Myślałam, myślałam i nie doszłam do żadnego wniosku. Być może był to miłosny gryzek, a może zabawowy?

Dodatkowo malutka interesuje się moimi nogami i nie rzuca się na nie jakoś wściekle, ale zaczepia delikatnie, kiedy idę. Niestety nie wie, że to niebezpieczne, bo mogę ją nadepnąć lub kopnąć. Staram się jej wytłumaczyć, że to nienajlepszy pomysł:) Poszukuję również obróżki z dzwoneczkiem:)



Wczoraj wieczorem, kiedy się bawiłyśmy, zrobiłam troszkę zdjęć.










Życzę Wam miłego dnia! Buziaki:)

PEACE